Q & A

Szukanie przedszkola dla mojego dziecka

Luty 2018. Sfrustrowana, zmęczona i zła ponad półrocznym szukaniem przedszkola dla mojego wiecznie przyklejonego do mej nogi, ręki, piersi, wszystko-na-to-wygląda-i-tak-nieadaptowalnego dziecka, trafiam nagle na, jakimś cudem, dotąd nienapotkany jeszcze wynik wyszukiwań w Google’u. Sto Światów Dziecka. What the heck? To już dłuższej nazwy nie można było? Nie to, żeby Misie Gumisie, Pląsające Rusałki czy inne Grzeczne Stworki do mnie przemawiały, no ale trochę szumnie… Się zobaczy. Strona wygląda ok, ale strony www od tego przecież są, nie? Emilio Reggio. Czytam i czuję, że to może być TO. Decyzja. Piszę, umawiam się na spotkanie.

Po małych perturbacjach z dotarciem na miejsce, związanych ze zmianą adresu przedszkola, w drzwiach wita mnie uśmiechnięta, lekko postrzelona właścicielka, niezły rozgardiasz, artystycznie porozwalane, jak sądzę, małymi rękami, gałęzie, kamienie, szyszki, drewniane klocki…i zaryczany, zasmarkany, odmawiający spaceru za Chiny Ludowe … Stefan. Stefan zostaje, i niczym Mała Jot oplata się o protoplastkę, uspokaja, a ja zaczynam pytać o różne rzeczy. Konkretnie – o jakiś milion rzeczy. O drzemki, toalety, szczepienia, spacery, zęby, inne dzieci… Chyba, żeby zrobić sobie antrakt w tej interogacji, Michalina ciągnie mnie od jednej ściennej naklejki do drugiej i do kolejnej i każe czytać wiersz. Z asertywnością u mnie na bakier, takie wychowanie lat 80tych, więc mimo braku ochoty na spijanie ze ścian słów wieszcza w tej konkretnej sytuacji, postanawiam szybko przelecieć po nich wzrokiem z wyrazem głębokiego zrozumienia, a potem czym prędzej wrócić do przesłuchania. Dochodzenie dobiega końca i zaczynam myśleć, że jeśli mój Torbacz nie odnajdzie się tutaj, to chyba już do matury przesiedzi pod moją spódnicą.

Wracam do domu i za kierownicą znowu ujarzmiam tych co samych co zawsze przedszkolnych myśli cwał. Czy rzeczywiście pozwolą jej być sobą? Czy pozwolą myśleć samodzielnie, decydować, zmieniać zdania, używać różnych metod, środków i kluczy? Czy dadzą robić błędy i odnosić sukcesy na jej własną miarę? Czy nie będą jej projektować, hamować, sterować? Czy pozwolą by dalej sama odkrywała kim jest, czego pragnie, co lubi, a czego nie? Czy dadzą jej wybór? Pokażą narzędzia, albo nawet pozwolą znaleźć własne? Czy nie wsadzą jej w stereotypy, nie pozwolą elastycznemu jak guma balonowa umysłowi murszeć na utartych, jedynie słusznych, ścieżkach? Czy pomogą mi dać jej najważniejszą na świecie bazę: szacunek i sympatię do siebie samej i do świata wokoło? I zadowolenie z siebie. I wiarę w siebie. I optymizm.
Czy za kilka lat będzie wciąż umiała śmiać się w głos, śpiewać na ulicy na całe gardło, kochać całą sobą i płakać całą sobą? Dziwić się zauważając różnice, a nie oceniając?

Docieram do domu. Włączam komputer. Sto Światów Dziecka. Loris Malaguzzi. Cóż, mistrz Młynarski przełożyłby go z pewnością z większym polotem i rymem, ale, niech już tak będzie. Bo w treści wiersza, creda Emilio Reggio i samego przedszkola, znajduję to samo, co moje spojrzenie na dziecko i chyba odpowiedź na te istotniejsze z dzisiejszych pytań. I czuję spokój i ulgę. Po raz pierwszy od miesięcy.