Pluralizm? Polecam.

− A ty się nie boisz?
− Stratują ją!
− Jest sprytna, ale czy nadąży za starszakami?

Pewnie, że się bałam. W końcu moje jedyne dziecko, niespełna trzyletnie, szło „do obcych”. Wychuchane, na piersi wyhodowane startowało w nieznane. Sobie i mnie. Bałam się jak diabli. Ale nie tego, że przedszkole nie zapewni jej samych rówieśników. Bo po co? W ilu sytuacjach życiowych Mała Jot będzie otoczona samymi rówieśnikami? Po skończeniu szkoły, ile razy trafi do grupy ludzi legitymujących się przyjściem na świat wyłącznie w 2015 roku? Na studiach? W pracy? Na zajęciach z programowania, stepowania czy rysunku? Czy w rodzinie, którą stworzy? To dość sztuczny podział.

I nie chodzi o to, że wierzyłam, iż grupa trzylatków niczego nie wniesie do życia małej Jot. Że będzie przebywała nie tylko wśród dzieci o podobnej wadze, wzroście czy liczbie wyrżniętych zębów, ale niczym nie odróżniających się klonów, od których niczego się nie nauczy. Ludzie, nawet trzyletni :-), są różni. Mają różne umiejętności, predyspozycje, charaktery, sposoby, doświadczenia. Wierzyłam, że rzeczy dla niej nowych może ją nauczyć także rówieśnik czy dziecko młodsze. I ona też ma kompetencje, którymi może podzielić się z dziećmi w różnym wieku.

Czyli wszystko jedno jaka grupa? No nie. Bo kluczowa wydaje mi się kwestia szerokiej różnorodności. Dzieci bardzo wcześnie odczuwają różnicę wieku i jak na otwartej dłoni widać jak różnicują swoje zachowanie wobec rówieśników, a młodszych kolegów. Spójrzmy na troskę z jaką trzy-czterolatek pociesza młodszego kolegę, a jak robi to wobec rówieśnika. Niesamowite jak nawet jedynak nagle staje się czułym starszym bratem, opiekunem, pomocnikiem poszkodowanego czy smutnego malucha. W stosunku do rówieśnika ta doza delikatności wydaje się być całkiem inna. A jako, że w naturze nic nie ginie, szansa, że młodszy otrzymujący taka uwagę i pomoc sam będzie jej wkrótce udzielał wydaje się raczej spora.

Idąc dalej tym tropem, jeśli starszakowi brakuje śmiałości by próbować przewodzić we własnej grupie wiekowej, to często okazuje się, że rolę lidera łatwiej mu przybierać i ćwiczyć w grupie mieszanej. W takiej grupie zaangażuje się też w więcej zachowań polegających na udzielaniu pomocy, objaśnianiu czy dzieleniu się. A to niebagatelne umiejętności życiowe.

Ten sam czterolatek w grupie mieszanej, z wyraźną obecnością starszych, zdaje się czuć sporą potrzebę dostosowania się, naśladowania, może nawet konkurencji …czyli samoudoskonalania! Przebywając z pięcio-sześciolatkami siłą rzeczy uczestniczy w bardziej złożonych czynnościach, niż by to robił gdyby był tylko wśród rówieśników. Starsze dzieci inicjują, a młodsze podążają za nimi najlepiej jak potrafią stosując coraz dojrzalsze zachowania, np te związane z rozwiązywaniem problemów. Taki kontakt to ciągła stymulacja.

Kto obserwował kiedykolwiek piaskownicową sytuację, w której choćby mini grupka maluchów, szczęśliwie pozbawionych nad sobą cienia rodziców, współpracowała przy budowaniu, kopaniu, narzędzi używaniu, ten wie, że dzieciaki genialnie uczą się przez coś co z angielska nazwałabym peer-mentoring. Uczą się od siebie. Często swobodniej, lepiej, naturalniej niż od dorosłego nauczyciela. A na pewno inaczej.

A obawy, że starsi przytłoczą młodszych, że sami może nie będą mieli wyzwań, nie będą dość stymulowani, że młodsi będą ignorowani, traktowani jak uciążliwość, że będzie dochodzić do aktów przemocy? Czy to nie są jednak problemy potencjalnie występujące w każdej, także wiekowo monolitycznej grupie? W grupach rówieśników, jak pisałam na początku, też jest przecież różna dojrzałość, różne umiejętności i różne doświadczenia. W każdej grupie ktoś będzie wymagał pomocy, a ktoś dodatkowej stymulacji.

Zatem nie, nie bałam się przedszkolnego pluralizmu wiekowego. Wręcz polecam.