Go Planet!

Przyglądam się  codziennie setkowym maluchom i nie opuszcza mnie zdumienie  jak bardzo odległymi planetami są dzieciństwo lat 80tych, czy nawet 90tych,  i to ich, dzisiejsze. Zmiany energicznie zachodzące w społeczeństwie, technologii i możliwościach szeroko pojętych tworzą dziś dzieci, wśród których czteroletnia autorka tego wpisu, jestem wręcz pewna, nie tylko nie potrafiłaby się odnaleźć, ale obawiam się, postrzegana byłaby jako dziecko w co najwyżej niskich normach intelektualnych. Dzisiejszy świat, i my, rodzice, sami w procesie ciągłego rozwoju, w imponującym tempie dokładamy kolejne cegiełki budujące świadomość i umiejętności naszych dzieci. Nasz przychówek rysując nuci pod nosem piosenki „w obcych językach”, obsługuje ekrany szybciej niż ja orientuję się gdzie włącza się dane ustrojstwo, opisuje ze szczegółami Argentynozaura, w którego istnienie, ja, ciocia małej wiary, najpierw wątpię, ale nie potrzebnie bo zaraz internet niezaprzeczalnie potwierdza, że w słowa dziatwy trza mieć więcej wiary. Głowy naszych dzieci to skarbnica wiedzy bez dna. Skarbnica, w której z pewnością zmieści się jeszcze jeden temat. Temat pozornie ważny dla milionów, choć ostatnimi laty można mieć wrażenie graniczące z pewnością, że są w naszym kraju też tacy, których interpretacja tego zagadnienia może mieć dla nas  wszystkich dość szybko dość katastrofalne skutki. Ochrona środowiska i zmiany klimatyczne. Brzmi poważnie. Zbyt poważnie? Ale czy serio sądzimy, że ten sam przedszkolak, który potrafi doradzić „zefpięciowanie” nieotwierającej się strony w necie, nie pojmie i nie zainteresuje się tym dlaczego pod koniec stycznia wciąż nie ma śniegu?

Mam głęboką wiarę w sobie i Papierek Lakmusowy owej wiary śpiący właśnie w pokoju obok, że poważne (choć przystępne i odpowiednie do wieku) rozmowy mają sens. To one, wsparte dawaniem dobrych przykładów własnym działaniem, pomogą nam ukształtować proekologiczne postawy naszych dzieci, tym samym może zapewniając im lepsze, zdrowsze życie na tej planecie.

Zwykły spacer po lesie, przyglądanie się roślinom, zwierzętom, śladom, słuchanie ptaków spowoduje, że malec pozna z autopsji to, co warte jest ochrony. Poczuje, zrozumie, pewnie polubi. A troska o to co znane i lubiane przychodzi nam przecież wręcz instynktownie. Idąc dalej i naszym lasem i tą samą ścieżką myślenia, junior z pewnością zwróci uwagę na śmieci. A to kolejny powód do rozmowy. I działania. Czy wór śmieci zebrany podczas godzinnego spaceru to dużo czy mało? Z czego są zrobione?  Czym grożą wyrzucone w lesie czy do rzeki? Gdzie powinny się znajdować? Czy rzeczywiście konieczne jest wyrzucenie każdego z tych przedmiotów, a może dałoby się coś z nich jeszcze zrobić? Dlaczego pod domem stoją co najmniej cztery kontenery na śmieci? Co znaczą ich kolory? Znane mi maluchy po krótkim wprowadzeniu do tematu są genialnymi strażnikami domowego recyklingu.

Dom i przedszkole to  idealne laboratorium, do przeprowadzania eksperymentów na trzy- czy czterolatkach.  Z doświadczenia tam zdobywanego na co dzień wiem, że takie małe pisklaki spokojnie pojmą powody dla których konieczne jest oszczędzanie wody, a  czterolatek ogarnie rozmowę dotyczącą prądu, źródeł energii, prosto zarysowanych konsekwencji wynikających z procesu jej tworzenia. Bo przecież konsekwencje ludzkiego działania na środowisko są widoczne gołym okiem także dla dzieci. Totalny brak zimy. Nieznośnie upalne lato. Śmierdzący dym buchający z komina sąsiedniego domu.

Wierzę, że jeśli obserwacje i rozmowy opatulimy czytaniem książek dotyczących przyrody, wspólną pracą w ogrodzie (czy chociażby w doniczkach),  tworzeniem prac przyrodą inspirowanych, codziennym budowaniem postaw obywatelskich, to może będziemy mieli ostatnią szansę stworzyć pokolenie na wzór zapomnianych już trochę Kapitana Planety i Planetarian. To pokolenie, które może w końcu odejdzie od obecnej polityki „czynienia sobie ziemi poddaną”,  obali mit węgla jako, „polskiego czarnego skarbu”, wycinkę pierwotnego lasu jako rozwiązanie walki z równie pierwotnym chrząszczem, czy odstrzału bobrów, wilków, szakali, jeleni, dzików jako panaceum na wszystko począwszy od przeżywalności nasadzeń po ASF.

Działajmy zatem. Cytując Planetarian: The power is yours!